Combat Alert 2017

2017-07-31
Combat Alert 2017

W dniach 5.06-9.06. 2017 roku na terenie poligonu w Orzyszu odbyły się ogromne manewry poligonowe co roku zwane: “Combat Alert”. W tym roku była to już dziewiąta edycja letnia.

Mapa rozgrywek letniej edycji CA2017

Zachęceni zimowym sukcesem wybraliśmy się tam w powiększonym składzie, tj. 3 drużyny jako jeden pluton pod patronatem Killhouse. Chłopaki ściągneli w tym roku wspaniałą załogę z warszawskiego SP5KAB – Klub łącznościowców, którzy chcieli spróbować swoje siły i umiejętności sprawdzić w boju. Być może robili to pierwszy raz we współpracy z sekcjami bojowymi, ale wyszło im to, moim zadniem – perfekcyjnie.

Przeddzień rozgrywek – Ekipa SP5KAB Rozstawia maszt z anteną.

Nocne serwisowanie. Żeby tylko w polu sprzęt nie zawiódł.

Po przyjeździe i rejestracji mogliśmy zagospodarować swój czas wedle uznania. Do wyboru było zwiedzanie stanowisk szkoleniowych wystawionych przez żołnierzy z 15BZmech z Giżycka lub przelot na drugą stronę w miejscowości Wierzbiny i rozbudowa swojego obozowiska. Trochę kłopotliwe było to, że strona SN (Sojusz Narodów) i Partyzanci musieli dojeżdżać własnym środkiem transportu na teren Gałdynek (obóz Frontu Euroazjatyckiego). WIęc aby zaczerpnąć choć trochę wiedzy na temat wojskowości – wystawianej przez żołnierzy gen. Gromadzińskiego z wyżej wymienionej jednostki – trzeba było dojeżdżać ok 15 km z Wierzbin.

Elementy otrzymane podczas rejestracji po stronie SN.

Do rozgrywki byliśmy gotowi już w piątek ( 7.07) o godz. 16:00. Załadowano nas na stary i całą ekipę “niebieskich” – SN, oraz “zielonych” (partyzantów) przetransportowano na apel otwarcia, który również odbył się w Gałdynkach (obóz “czerwonych” -FE). Apel wystartował z lekkim opóźnieniem, ok. godz. 20:00 wypuszczono nas na tereny strefy pierwszej. Z obozu “czerwonych” mieliśmy forsownym marszem dojść na pozycje obronne na granicy strefy 1 i 2. Mapy pokazywały ok. 2 km. W rzeczywistości było spokojnie 5 km z całym oporządzeniem. Nie mamy nic do długich marszów, ale ktoś, kto tworzył te mapy… dał nam niezłą “zabawę” (tak to ładnie nazwiemy ;) ).

Przed apelem

Na miejscu pojawiliśmy się jeszcze przed czasem rozpoczęcia rozgrywki. Nasza ekipa została przydzielona do obrony drugiej strefy, która leżała zaraz za granicą ze strefą pierwszą. Rozstawiliśmy sie i czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Strefa 1 miała utrzymać się do 2 w nocy. Wówczas ciężar działań miał przenieść się do strefy 2. Organizator zabronił poruszania się ekipie “czerwonych’ po strefach dalszych, więc nie “żołnierze” FE nie mogli nas obejść od tyłu i np. ze strefy 3 runąć na plecy obrony pierwszych pozycji. Niestety jak wszystkim wiadomo, w efekcie “zamieszania” – specjalnie lub nie, ekipy poruszające się pojazdami “czerwonych” wyjeżdżały poza teren strefy 1. Oczywiście nie siedzieliśmy cicho, uważając, że zasady jak zasady, ale gra się toczy. Poczęstowaliśmy więc owe pojazdy markerem paintball’owym. Przez 3 godz. niszcząc 4 pojazdy i przechwytując 1 spośród siedmiu. Oczywiście potem okazało się, że w naszym markerze była amunicja pochodząca nie od organizatora, za co odjęto “niebieskim” dwa punkty – to nic, że cała akcja rozgrywała się na polu – o tamtej porze – offgame i według “orga” pojazdy i ludzie, którzy przekraczali granicę działań danej strefy mieli bezpośrednio wracać na respawn.

Przygotowani do wyjazdu na pierwszą linię. W tle po prawej, nasz dzielny łazik “Baggy”.

Ekipa podczas rekonesansu

Ok. godz. 00:30 wezwano nasz pluton jako wsparcie do obrony strefy pierwszej. Wpadliśmy w dogasającą już potyczkę i poza tym, że część naszej ekipy odpierała atak przy wsparciu pojazdu “czerwonych” to w zasadzie nie byliśmy już potrzebni. Dobiła godzina 2:00. A więc “niebiescy” wygrali pierwszą strefę. Wróciliśmy w euforii na pozycje wcześniej przygotowane. Nad nami czuwali łącznościowcy w sztabie i nieocenieni RTO, dzięki którym nie dochodziło do często spotykanych sytuacji na MilSimach jakimi są starcia friendly fire. Chociaż kilka pojedynczych przypadków i u nas się zdarzyło.

W oczekiwaniu na “wroga”

Pierwsze oznaki działań wroga wychwyciliśmy ok godz. 4:00. W pewnym momencie zauważyliśmy czujkę jednego z oddziałów “czerwonych”. Siedzieliśmy w ogromnym leju po wybuchu w 6 osób. Odczekaliśmy cierpliwie. W pewnych momencie do “czujki” doskoczyła reszta drużyny “wroga”. Kiedy zorientowaliśmy się, że to cały oddział, otworzyliśmy ogień ze wszystkich luf. W krótkim czasie drużyna FE została wyeliminowana. Nie trzeba było długo czekać kiedy czerwoni coraz śmielej zaczęli nas atakować, zaczęło się na dobre. Po ok. godzinie odpierania ataków zaczęło brakować amunicji, część kolegów zeszła już do “respa”. W pewnym momencie zostało już nas tylko dwóch. Cichemu wysiadła replika ASG, mi skończyła się amunicja. Wyciągneliśmy granaty na zewnątrz i “broń” krótką. Powiedzieliśmy sobie, że żywcem się nie damy. Obrzucaliśmy wroga granatami i kiedy skończyła sie amunicja, wycofaliśmy się do respa.

… Zostało już tylko 30 min. Czas w respie dochodził końca. Doładowani na maksa, biegiem dotarliśmy do ostatniej linii obrony. Takiej strzelaniny w asg chyba nigdy nie widziałem. Ogień był prowadzony nonstop. Myślę, że podczas tych 30 min. kilkadziesiąt kilogramów kompozytu zostało wystrzelone po obu stronach konfliktu. Zajęliśmy dogodne pozycje wśród broniących flagi i rozpoczęliśmy ostrzał. Zaledwie w ciągu 15 minut kończył mi się już dziesiąty magazynek. Wszędzie było słychać krzyki, ryk pojazdów i strzały. Kulki fruwały dosłownie wszędzie. Było naprawdę gorąco. Próbowaliśmy podpuszczać drużyny flankujące, żeby zmiękczyć choć trochę atakujących i żeby zmienić kierunek natarcia na naszą flagę. Kiedy kończył mi się ostatni magazynek wyciągnąłem Glocka. W tamtej chwili tylko to mi pozostało. Zostało 5 min do końca scenariusza, więc nie było sensu wracać do respa po amunicję.

W ostateczności udało się. To była naprawdę gorąca walka o utrzymanie flagi w strefie drugiej. Zdobyliśmy kolejne punkty i z wielką radością zebraliśmy się do obstawy strefy 3. W międzyczasie otrzymaliśmy rozkaz ze sztabu, że na czas rozgrywki nasza kompania zostaje zluzowana. Mieliśmy odpocząć i doładować się w obozie, wrócić wcześniej i przygotować do obrony strefę 4. Strefy 3 broniła garstka ludzi. Była to celowa zagrywka sztabu na rzecz strefy 4 i 5. Trzecia rozgrywka została szybko więc zakończona na korzyść “czerwonych”.

Na punkt 4 przybyliśmy o godz. 9:30. Punkt do obrony nadawał się idealnie. Na szczycie mieliśmy bunkier, który był otoczony dookoła licznymi dołami i starymi okopami. Zrobiliśmy barykadę okopując bojowego łazika “baggy” i czekaliśmy na wroga. Zapowiadała się równie ciekawa walka jak na punkcie drugim. Walki zaczęły się ok 10:30. I ze zmiennym natężeniem trwały tak do ok 13:15. Przez ten czas wypuszczaliśmy co róż swoje odwody w miejsca, gdzie nasza obrona miała problemy z utrzymaniem pozycji. Po 13:15 nastała przerwa. Wiedzieliśmy że to celowe zagranie, że wróg się przegrupowuje i uderzy z całym impetem. I stało się. Oddziały “czerwonych przypuścili silny atak z dwóch stron ze wsparciem pojazdów. Zaczęło być gorąco. Wróg próbował wszelkich sposobów, by nas przechytrzyć. Łącznie z łamaniem regulaminu i przechodzeniem na teren strefy 5 by nas oskrzydlić. Tym razem, mając w pamięci punkty karne za “nielegalny” ostrzał z markera, nie puściliśmy tego płazem. Oczywiście, powiedziałoby się, wojna to wojna, milsim to milsim – ale to nie my ustalaliśmy zasady. Punkt 4 został utrzymany, chociaż pod koniec było naprawdę gorąco.

Pamiątkowe zdjęcie przy PT-91.

Przechodząc na punkt piąty zauważyliśmy, że linia obrony jest już przygotowana. W polu stały poustawiane BWP’y oraz dwa czołgi. Do obrony mieliśmy jeszcze ciekawszy teren jak w strefie 4. Były to 3 bunkry, dookoła dużo otwartej przestrzeni. “Wróg” miał atakować z pomocą czołgów i wozów bojowych. Znając dokładnie regulamin (czołgi mogły poruszać się tylko drogą czołgową), wypuściliśmy w przód kilka drużyn “przeciwpancernych” z markerami. Oczywiście z góry nam “śmierdziało”, że scenariuszem w strefie 5 miał zarządzać tzw. “moderator”. Niezbyt to podoba się graczom ASG, ale cóż. “Wojna” to “wojna”. Rozstawiliśmy się na pozycjach i czekaliśmy.

Wjechała kolumna czerwonych, zauważyli nasze czołgi. Szczerze mówiąc, nasze czołgi również złamały regulamin, ale osobiście nie znam nikogo z graczy, by widział, żeby się poruszały. Poprostu stały zamaskowane w polu na zgaszonych silnikach. W pewnym momencie kolumna czerwonych zatrzymała się, zaś czołgi Frontu Euroazjatyckiego dynamicznie skręciły o 90 stopni w naszą stronę i ruszyły przez pole. Mało brakowało a nie doszłoby do tragedii. Ludzie z markerami, którzy wcześniej kryli się w zasadzkach na czołgi zostaliby przez nie dosłownie rozjechani. Mówi się trudno, gramy dalej. Ktoś jednak zdecydował inaczej. Dostaliśmy informację na radiach, że wszyscy mają założyć kamizelki i udać się do punktu nr 6. Naprawdę dziwna sytuacja. Wystarczyło wycofać wozy bojowe z akcji i kontynuować walkę o strefę 5 samą piechotą. Niestety, gracze nie mieli za dużo do powiedzenia.

W czasie zluzowania – uzupełnienie “witaminek” :)

Wycofaliśmy się na punkt 6 gorąco jeszcze komentując zaistniałą sytuację. Punkt 5 został wycofany, nas wycofano. Padało pytanie jak to zostanie rozliczone w punktacji? Kto zawinił? Komu przyznają punkt? Rozstawiliśmy się w strefie nr 6. Była idealna dla naszej ekipy. Strefę tworzył dosyć spory tartak z wieloma zabudowaniami. Elementy taktyki czarnej. Czuliśmy się jak ryba w wodzie. To coś dla nas, dla ekipy Killhouse i TM. Niedaleka przyszłość miała nam jednak zagrać na nosie…

… Na miejscu dowiedzieliśmy się, że walka nie będzie kontynuowana z marszu i że zacznie się dopiero o godz. 18:00. Była godz. 14:30. Pół biedy ze względu na nas, mieliśmy do obozu niedaleko, ale szkoda “czerwonych” którzy musieli tkwić w polu prawie 4 godz. bezczynnie ponieważ organizator zarządził tak a nie inaczej. Morale spadło graczom niemiłosiernie. Nie ze względu na trud, zmęczenie ale ze względu na to jak są traktowani. “Czerwoni” nie mieli nic do stracenia, musieli walczyć dalej aby zdobyć punkty ( trzech nie zdołali zwyciężyć), zaś nadal nie wiadomo było jak zostanie potraktowany scenariusz ze strefy nr 5.

Cichy przymierza się do Mini-Beryla.

Nadeszła godz. 18:00 zebraliśmy się do wyjazdu na strefę nr 6. Nie było już nas tak wielu. Morale upadło niektórym tak mocno, że nie chcieli brać udziału w tak mocno moderowanej “zabawie”. W pewnym momencie przybył do nas sam organizator. Wytłumaczył nam, że jeśli mamy ochotę, to możemy wyjść na strefę 6 i postrzelać się “for fun”. Już nie na punkty. Po krótkich namowach zebrała się nieliczna ekipa, która miała nadal ochotę, bez względu na wyniki i to co się wydarzy, na wymianę kompozytu. Kiedy organizator zobaczył jak nieduża ilość graczy “niebieskich” idzie walczyć o strefę 6, zmienił zdanie i zarządził, że Combat Alert trwa dalej. Że strefa szósta będzie grała normalnie o punkty. Doskonale zdajemy sobie sprawe, że to co nastąpiło później to już czysta gra dowódców, którzy chcieli utrzymać zasłużone zwycięstwo – mówiąc czysto o ASG, eliminując działania moderatorów i grup proobronnych działających poza rozgrywkami airsoft. Po przeciągających się dyskusjach okazało się, że niebieskich rezygnuje z walki o strefę nr 6 i nie bedzie brała udziału w rozgrywkach moderowanych tak silnie przez organizatorów.

Lustrując strefę nr 6.

Ciąg dalszych wydarzeń to liczne spekulacje na temat, która strona powinna zwyciężyć, a która nie, kto miał rację a kto popełnił błąd. My jednak ze swojej strony chcielibyśmy serdecznie podziękować “czerwonym” za walkę do końca, szczególnie w strefach 1, 2 oraz 4. Za to, że dzięki Wam mogliśmy odczuć bardzo mocną rywalizację, nieustający “ogień” nad głowami i ogromną presję, gdy z minuty na minutę zbliżaliście się do flag przez nas broniących. “Zielonym” za nieocenioną pomoc i wspaniałe działania wspierające ekipę “niebieskich”. W tym roku byliście nadzwyczajni. Staraliśmy się jeździć co rok, widzimy Wasze działania. W tym roku przeszliście sami siebie, za co Wam konkretnie gratulujemy. “Niebieskim” Za wspaniałą organizację i wspólną walkę w strefach, w których mogliśmy ją prowadzić.

Szpej po zluzowaniu.

Szczególne podziękowania należą się Żołnierzowi, który włożył kupę roboty w organizację (naszymi oczami) obozu w Wierzbinach, Gozdalowi za wspaniałe dowództwo oraz nieocenionej ekipie łącznościowców z warszawskiego SP5KAB. Myślę, że spotkamy się jeszcze nie raz. Jeszcze raz ogromne dzięki!!!

Mąka & Cichy.

Pokaż więcej wpisów z Lipiec 2017
Zaufane Opinie IdoSell
4.76 / 5.00 136 opinii
Zaufane Opinie IdoSell
2024-05-23
Solidna firma. Szybka dostawa.
2024-05-13
Ok
pixel